poniedziałek, 23 lipca 2012

niezwykle twórcza niedziela :)

No właśnie.. miało być o workcampie, a tymczasem tak jakoś wyszło, że przed południem poszłam na pobliski most, gdzie pomagałam dzieciakom robić.. latawce! :) Tym razem dzieciaki były bardziej lokalne, to znaczy głównie z mojej dzielnicy, ale chyba idę siłą rozpędu.. ;) Chociaż przyznaję, że akurat same latawce (i bańki mydlane :) były w moim przypadku wystarczającą motywacją, żeby się przyłączyć i pomóc! Tym bardziej, że akurat na dzisiejsze przedpołudnie nic wcześniej nie zaplanowałam i byłam na miejscu. I całe szczęście! Bo było bardzo sympatycznie :)

A puszczanie baniek i latawców (po wcześniejszym ich samodzielnym zrobieniu) odbywało się w ramach "Lata poŚródku", czyli letniego cyklu otwartych zajęć, organizowanego przez  nasze Stowarzyszenie "Śródeja". (Tym razem głównymi organizatorami i pomysłodawcami byli Wincenty i Jadwiga). A było tak:





Po zakończeniu akcji, wróciłam do domu, zrobiłam sobie obiad, po czym zabrałam się za.. kończenie  mojego pierwszego w życiu koszyka! :) Co można w spokojne niedzielne popołudnie robić..
A dlaczego akurat dziś i skąd w ogóle pomysł, żeby wyplatać w niedzielę kosz? A dlatego, że podczas workcampu odwiedziliśmy jednego dnia plantację wikliny - gdzie pod fachowym okiem niejakiej p.Teresy,
popełniłam swoje pierwsze w życiu dno od kosza.. Byłam przejęta i zachwycona jak nie wiem co, bo zawsze się chciałam nauczyć robić koszyki z wikliny, a tu proszę! (Swoją drogą.. a jednak COŚ dziś napisałam o workcampie.. właśnie.. ;) Niestety, na nic więcej poza dnem nie starczyło mi czasu.. Ale ponieważ z dna byłam i tak bardzo dumna i stwierdziłam, że takie dobre dno nie może się zmarnować - w dniu wyjazdu z workcampu, podjechałam jeszcze do p.Teresy i zakupiłam od niej pęk świeżej wikliny, ze szczytnym zamiarem dokończenia "dzieła" w domu. A ponieważ w ciągu tygodnia nie miałam czasu, a wiklinka schnie i giętkość traci, trzeba było się za to zabrać jak najszybciej... I tak oto dziś okazało się Tym Dniem :) I udało się! Skończyłam i mam swój własny kosz! Fakt, że trochę koślawy, ale MÓJ :)  Jak nie zapomnę, to jutro wlepię Wam tu fotę ;)


 

A wieczorem, dla odmiany, w końcu usiadłam przy stole z cienkopisem i farbkami w łapce i machnęłam taki sobie obrazek, który nosiłam już w głowie dłuższy czas.. tylko tak jakoś dotychczas tego czasu nie było, żeby go narysować.. Pamiętacie dorsza po baskijsku, który za mną chodził? ;) No to tym razem będzie bardziej płynnie i po czesku dla odmiany, ale obrazek również z serii "historie kuchenne".. ;)

I tak to właśnie było :)
A teraz idę spać, bo jutro niestety znowu poniedziałek i do roboty trzeba wstać - dobranoc! ;)






czwartek, 19 lipca 2012

after the workcamp... :)

Hey, people!


So.. I back! :)
Yes, from the workcamp in Piątek - first, which had been coordinated by me! :D
Yes, I  done it!
Or it's better to say WE really DONE IT - what means also my wonderful volunteers and great co-coordinator! :D
I'm so proud of us! :D
I'm so happy that I could take part in this project! :)
I'm so lucky that I could meet, live and work with such amazing team as we made with volunteers! :D
I'm so glad we could help all "our" kids to experience many new things, break a monotony, new perspective and just have a good fun durring those 2 weeks of summer! :)


It was hard, I can't say it was not. But with such fantastic people as our team of volunteers, it worked!


And seeing kids enjoyed the time with us, involved in games, tasks or workshops and trips... or at last, seeing their genuine bright smiles - that's something what really gives you wings and assure that you've got an impact, you can do a lot and such projects are very worthy, valid and needful.


To Anna, Ainhoa, Julianna, Vanessa, Sevim, Jacob and of course to Bogusia - we did a great job! Thank you for all! :)
<3 <3 <3



More memories from this workcamp, soon...