Sezon balkonowy rozpoczęty! :)
Proces odzyskiwania balkonu po zimie i skomasowanych nalotach cholernych gołębi, trwał 2 dni i to przy wsparciu Y., który w dodatku pomógł mi dzisiaj zamontować "antygołębie" kolce, na parapecie/gzymsie nad moim balkonem, a pod balkonem sąsiadów.
Operacja dość karkołomna, wymagała pożyczenia dłuuugiej drabiny (z pobliskiej uczelni;) No i testuję na kolcach jakiś dwuskładnikowy klej (Distal classic), zlepiający różne materiały. Klej nabyłam po sąsiedzku, u Pana, w tzw. sklepie ze wszystkim (chyba jedyną rzeczą jakiej w tym sklepie nie znalazłam, była dwustronna taśma introligatorska... a propos, może ktoś wie, gdzie taką znaleźć?)
Dziś zasadzone na balkonie: 1 korytko bratków, 1 korytko poziomek oraz eksperymentalnie po raz pierwszy: 1 borówka amerykańska.
Wieści z Dziupli
niedziela, 12 kwietnia 2015
niedziela, 5 października 2014
wtorek, 12 lutego 2013
Z Nowym Rokiem, chińskim smokiem.. ;-)
Drodzy,
Oto nastał dzień powrotu na bloga mego :)
Uznałam bowiem, że skoro nie zrobiłam tego w nasz Nowy Rok, to przypadający dziś Nowy Rok Chiński będzie dobrą okazją, żeby nadrobić ten powrót.
No tak. Ale przyznać trzeba, że do tego powrotu przyczyniło się także choróbsko :/
Wprawdzie trzymałam się dzielnie całą zimę, ale cóż.. w końcu i mnie coś dopadło.
Leżę zatem w łóżku, łykam piguły zapisane przez lekarza i z całych sił staram się wyzdrowieć, bo plany mam jak zwykle ciekawe! :)
Ale żeby nie marudzić i nie użalać się nad sobą za bardzo (przynajmniej na blogu.. ;) staram się również, w myśl zasad Polyanny i Małej Księżniczki (kto w dzieciństwie czytał? Przyznać się! :) znaleźć jakieś plusy mojego aktualnego stanu. I tak:
- Nie muszę wstawać o 6.15 rano... (żeby iść do pracy ;)
- Mogę słuchać przedpołudniowych audycji w "Trójce"! :)
Dzięki czemu, jak zwykle dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, a także rozbawił mnie pan Mann (Wojciech). I to dwukrotnie.
Pierwszy raz, jak pieszczotliwie zapowiedział utwór Slayera, cytuję: "A teraz będzie Slayerek..."
Drugi, podczas wymiany zdań ze swoją audycyjną partnerką, na temat jednej z piosenkarek. Kontekst był taki, że partnerka pana Manna zapowiedziała kolejny utwór (wybrany przez siebie) z informacją, że wykonawcą jest młoda, 20-letnia wokalistka z Los Angeles, która czasami bywa też modelką i na pewno się panu Mannowi nie spodoba.. Na co pan Mann zaoponował, cytuję:
"A co ja jakiś dziwoląg jestem, żeby mi się nie podobała 20-letnia modelka? Z Los Angeles?"
I nieco mniej dokładny cytat, przynajmniej jeśli chodzi o interlokutorkę pana Manna, dalszej części rozmowy:
"Może się panu podoba, bo na zdjęcie z okładki pan patrzy, a jeszcze nie słyszał jak ona śpiewa..."
"A.. tak, to może być tragedia.." :))))))
- Wreszcie zmotywowałam się i znalazłam chwilę, żeby napisać coś na blogu... ;P
- W KOŃCU zabrałam się za książkę pożyczoną od Driady, która to (książka, nie Driada!) przeleżała chyba z dobry rok na mojej półce, bo albo nie miałam czasu na czytanie, albo czytałam coś innego...
Przyznam się, że mam jeszcze jedną taką książkę, z tego samego źródła i mniej więcej takim stażem oczekiwania, ale.. wszystko w swoim czasie! ;P Skoro wreszcie przyszła pora na Akunina, to i druga książka się doczeka (tym bardziej, że znając inną książkę tego samego autora, naprawdę chcę ją przeczytać).
Wracając do Borisa Akunina. Dziś czytając, natrafiłam na dość zabawny fragment, który pozwolę sobie tu zacytować:
"Ledwie zaczął zasypiać-coś ukłuło go w nogę.
Usiadł, odrzucił kołdrę.
Zobaczył pluskwę i tak się rozzłościł na nieszczęsnego insekta, że nawet go nie zabił. Po cóż ofiarować krwiopijcy męczeńska śmierć? Polepszać pluskwie karmę, żeby w następnym życiu odrodziła się na wyższym stopniu sansary? Figę dostanie, a nie sansarę!"
"Z życia wiórów" B.Akunin
No i mniej więcej tyle na dziś, tytułem wstępu do nowego roku na moim blogu..
Jeszcze raz WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!! :)
sobota, 24 listopada 2012
Little houses and a model...
It's been awhile I wrote here anything. I'm sorry for all, who had difficulties with contact with me last time.. believe me or not, it's all about little houses! :)
Ok, not all, but mostly.
At the end of October I get some entertaining order from one museum. I have to make about 70 small houses which will be used to built a model of one smaller city, to show how it looked in XVIII century. Sound nice, ha? :) And it really is, even it's quite a lot of work with it.. And it need: patient and precision! So yes, must admit, there was really few moments when I felt I'm going mad by doing it.. ;)
But generally it is fun. And interresting expierience. (I've been made some model before, true. It was the model of new builted stage of one theater in my city. I had to made it, as the director of that theater wanted to see how it will be look like before it will be built. But that was long time ago and something different than a historical model of all small city! :)
Anyway, two days ago, a friend of mine I make this model with, came to me with a big sheet of paper on which he draw some kind of map. (He is resposibility for a historical urban project of our model and draw it based on nowadays urban assumptions and some historical documents). I saw it first time in final scale and my friend saw first time houses I made... As it was halfway point of our time for that order, it was really good to see the effects of our last-3-weeks work! What more, to see that we did a good job and that both parts suits to each other :D Huh... Now I can calmly make the rest of the houses! :) Keep cross fingers for us, guys! ;)
Houses and their Maker ;)
And all together... :)
środa, 3 października 2012
No dobra... Dawno nie było komiksu...
Za to dawno, dawno temu... - dokładnie w zeszłym roku - był koncert.
Z którego obiecałam Wam komiks. No i cóż... W końcu nastał ten czas!
Komiks cudownie odnalazł się, w końcu został skończony i... Oto jest:
ENG:
1. Jochen Vogel Poznań 2011
2. <<sounds of the harp>>
3. "Mmmmm.". <<sound of delighted fairy lol>>
4. "And why this Wanda doesn't want the German?" *
"Yeah.."
5. "Hmm.. Maybe he hasn't got suitable instrument?.."
6. "What ?!.." "Ha?.."
7. "Haa Haa Haa Haa!" or <<sound of big laugh>>
8. ... <<silent as a sound of no comment..>>
9. "Gosh.. As you think only about one!.."
* reference to the polish (later version of) legend "About the Wendy who doesn't want the German". More: http://en.wikipedia.org/wiki/Princess_Wanda
CZ:
1. Jochen Vogel Poznań 2011
2. <<zvuk harfu>>
3. "Mmmm..."
4. "No a proc tato Wanda Nemca nechtela?" *
"Ne?.."
5. "Hmm.. Mozna nemel prislusny nastroj?.."6. "Coze?!" "Ha?.."
7. "Haa haa haa!"
8. ...
9. "Jejda... Vy to vzycky jen na jedno!.."
*odkaz na polskou legendu "O Wande, ktera nechtela Nemca". Vic:
http://cs.wikipedia.org/wiki/Wanda_(krakovsk%C3%A1)
niedziela, 23 września 2012
Vinobranie 15.09.2012
![]() |
| foto: T.Turecka |
![]() |
| foto: T.Turecka |
W końcu znalazła się chwila, żeby opisać ubiegłoweekendowy wypad na drugą stronę granicy! :)
Pamiętacie, jak się żaliłam, że nie pojechałam w tym roku na Veligrad, złożona jakąś czeską zarazą?
Wtedy to właśnie chłopaki wymyśliły, aby zaradzić wzbierającemu potokowi łez i mojemu im w telefon smarkaniu, że może w takim razie przyjadę we wrześniu na winobranie...
Ha! Winobranie! Zastrzygłam uszami i dałam się tą wizją uspokoić.. ;)
No dobrze. Sierpień minął, z zarazy wyzdrowiałam, nastał wrzesień, hura! Winobranie! Tradycyjne święto! No dobrze. Tylko, że urlopu już nie mam, a tu jak nic 11 godzin w jedną stronę pociągiem, jakiś zator informacyjny na linii Polska-Czechy, do ostatniej chwili nie wiem, czy mam się gdzie zatrzymać na noc i czy znajdzie się jakaś dobra dusza, co mnie w nocy zholuje z Otrokovic..
A winobranie już tuż tuż! A mnie ssie na Moravy, do ludzi...!
W dodatku w przeddzień (czy też raczej w przednoc) wyjazdu, na Dworcu dowiaduję się, że nastąpiła jakaś idiotyczna zmiana w przepisach i teraz bilety na podróż międzynarodową można kupić tylko w wyznaczonych kasach i to wyłącznie w godzinach bodaj od 6.00 - 20.00... A ja wylądowałam na Dworcu grubo po 22.00, bo wcześniej tkwiłam w kinie na 2 filmach pod rząd - "OBURZENI" i "ROZBRAT: WOLNE DOMY DLA WOLNYCH LUDZI" (ten drugi był puszczany z okazji 18 urodzin poznańskiego skłotu). Rano byłam oczywiście w pracy, skąd szłam od razu do kina - robiąc po drodze zakupy - więc też raczej trudno byłoby mi w tym czasie stać w kolejce po bilet. Ale cóż... Nie wyspałam się przez ten nocny wypad, biletu nie udało mi się kupić, w międzyczasie dostałam cynk z Czech, że wszystko załatwione, to jest i nocleg i odbiór i kroj..
A tu za chwilę będzie rano, dzień wyjazdu, jedyny pociąg o 16.30, 11 godzin w jedną stronę z przesiadką w nocy w Katowicach.. a ja siedzę do 16.00 w pracy, a ja nie mam urlopu, a ja nie mam biletu..!
PLAN powstał szalony. Przy wsparciu kolegi. W 10 minut. I w 4 telefony...
I w tym miejscu chciałam gorąco podziękować tym wszystkim złotym ludziom, dzięki którym rzeczywiście się udał! :D Pani M.P., która wyjątkowo i po znajomości zrobiła mi ekspresową rezerwację biletów, mimo, że miała pełne ręce roboty i w zasadzie nie obsługuje pojedynczych prywatnych klientów... Kurierowi rowerowemu, który w ramach koleżeńskiej przysługi "upolował" u siebie w bazie specjalnie taki kurs żeby moje bilety były "po drodze", po czym wyłożył kasę i mi je dostarczył gratis do pracy (gdzie dostał zwrot kasy ;) ... Ani-Turce, która przyszła miłosiernie o godz. 12.00 w nocy na dworzec główny w Katowicach, potowarzyszyć mi prawie półtorej godziny w oczekiwaniu na mój dalszy pociąg*...
Martinowi, który m.in. zorganizował mi nocleg i odebrał o 4.00 rano z dworca w Otrokovicach oraz odwiózł na pociąg powrotny ...
I dalej już z nieco innej beczki: dziewczynom- za pomoc przy zakładaniu stroju ;D
Simowi, Jarwiksowi i Pandzie- za tańce, Krivankom za gościnę, fotografom za piękne fotki...
A mieszkańcom Modrej za to, że wciąż kultywują swoje piękne tradycje! :)
Ostatecznie: Piątek - 8 godzin w pracy - 11 godzin w pociągu, przy czym do Wrocławia "na glonojada" - rozpłaszczona na szybie, w korytarzu... / Przesiadka w nocy w Katowicach... / Przyjazd z prawie półgodzinnym opóźnieniem do Otrokovic o 4.00 rano (i dalsza jazda autem, do Kunovic, gdzie mieliśmy nocleg) / SOBOTA - CUDNE 24H (wliczając w to spanie) Z CAŁĄ "MOJĄ" ULUBIONĄ MORAVSKĄ BANDĄ, NA WIOSCE, NA WINOBRANIU!!! :D :D :D :D / Niedziela - pobudka wcześnie rano, autem na pociąg o 9.40 do Starego Mesta / 9 godzin w pociągu, z przesiadką w Katowicach / Przyjazd do Poznania o 20.00 z około półgodzinnym spóźnieniem, dojazd do domu / Zwałka do wyra! / PONIEDZIAŁEK 6.10 rano - DO ROBOTY!!@#$%^& o.O
... WARTO BYŁO! :D :D :D
![]() |
| foto: T.Turecka |
*Ostatecznie zdecydowałyśmy się podjechać do niej do domu, gdzie mnie przechowała pół godziny, co było znacznie przyjemniejsze, niż tkwienie na rozkopanym dworcu przez półtorej godziny.. :) Przy okazji odgrzałam sobie makaron i obejrzałyśmy jakieś krótkie nagrania z tradycyjnymi tańcami tureckimi - czego tkwienie na dworcu również by nas pozbawiło ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



