wtorek, 12 lutego 2013

Z Nowym Rokiem, chińskim smokiem.. ;-)


Drodzy,

Oto nastał dzień powrotu na bloga mego :)
Uznałam bowiem, że skoro nie zrobiłam tego w nasz Nowy Rok, to przypadający dziś Nowy Rok Chiński będzie dobrą okazją, żeby nadrobić ten powrót.

No tak. Ale przyznać trzeba, że do tego powrotu przyczyniło się także choróbsko :/
Wprawdzie trzymałam się dzielnie całą zimę, ale cóż.. w końcu i mnie coś dopadło.
Leżę zatem w łóżku, łykam piguły zapisane przez lekarza i z całych sił staram się wyzdrowieć, bo plany mam jak zwykle ciekawe! :)

Ale żeby nie marudzić i nie użalać się nad sobą za bardzo  (przynajmniej na blogu.. ;) staram się również, w myśl zasad Polyanny i Małej Księżniczki (kto w dzieciństwie czytał? Przyznać się! :) znaleźć jakieś plusy mojego aktualnego stanu. I tak:

- Nie muszę wstawać o 6.15 rano... (żeby iść do pracy ;)

- Mogę słuchać przedpołudniowych audycji w "Trójce"! :)
Dzięki czemu, jak zwykle dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, a także rozbawił mnie pan Mann (Wojciech). I to dwukrotnie.
Pierwszy raz, jak pieszczotliwie zapowiedział utwór Slayera, cytuję: "A teraz będzie Slayerek..."
Drugi, podczas wymiany zdań ze swoją audycyjną partnerką, na temat jednej z piosenkarek. Kontekst był taki, że partnerka pana Manna zapowiedziała kolejny utwór (wybrany przez siebie) z informacją, że wykonawcą jest młoda, 20-letnia wokalistka z Los Angeles, która czasami bywa też modelką i na pewno się panu Mannowi nie spodoba..  Na co pan Mann zaoponował, cytuję:
"A co ja jakiś dziwoląg jestem, żeby mi się nie podobała 20-letnia modelka? Z Los Angeles?"
I nieco mniej dokładny cytat, przynajmniej jeśli chodzi o interlokutorkę pana Manna, dalszej części rozmowy:
"Może się panu podoba, bo na zdjęcie z okładki pan patrzy, a jeszcze nie słyszał jak ona śpiewa..."
"A.. tak, to może być tragedia.."   :))))))

- Wreszcie zmotywowałam się i znalazłam chwilę, żeby napisać coś na blogu... ;P

- W KOŃCU zabrałam się za książkę pożyczoną od Driady, która to (książka, nie Driada!) przeleżała chyba z dobry rok na mojej półce, bo albo nie miałam czasu na czytanie, albo czytałam coś innego...
Przyznam się, że mam jeszcze jedną taką książkę, z tego samego źródła i mniej więcej takim stażem oczekiwania, ale.. wszystko w swoim czasie! ;P Skoro wreszcie przyszła pora na Akunina, to i druga książka się doczeka (tym bardziej, że znając inną książkę tego samego autora, naprawdę chcę ją przeczytać).

Wracając do Borisa Akunina. Dziś czytając, natrafiłam na dość zabawny fragment, który pozwolę sobie tu zacytować:

"Ledwie zaczął zasypiać-coś ukłuło go w nogę. 
Usiadł, odrzucił kołdrę. 
Zobaczył pluskwę i tak się rozzłościł na nieszczęsnego insekta, że nawet go nie zabił. Po cóż ofiarować krwiopijcy męczeńska śmierć? Polepszać pluskwie karmę, żeby w następnym życiu odrodziła się na wyższym stopniu sansary? Figę dostanie, a nie sansarę!" 

"Z życia wiórów" B.Akunin


No i mniej więcej tyle na dziś, tytułem wstępu do nowego roku na moim blogu..

Jeszcze raz WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!! :)