Ledwie co pisałam, że tu już luty... A TU JUŻ MARZEC! o.O
O looooooosie (przez 7 "o".. i chyba tylko Driada będzie wiedzieć skąd ta skrupulatność w obliczeniach. No, chyba, że też czytaliście TĄ książkę Bruczkowskiego, którego - korzystając z okazji - pozdrawiam serdecznie ;) Jak ten czas szybko leci! I ile się dzieje! :)
No, ale postanowiłam, że TEN WEEKEND, tak dla odmiany, to będzie naprawdę weekend.
W związku z czym, w sobotę rozpoczęłam go spacerem wokół Malty*, w towarzystwie M. i Tośki. Choć generalnie wciąż dość chłodno, to pogoda była prześliczna, słoneczko grzało.. mnóstwo ludzi wyległo, Tośka tarzała się w trawie i fikała najprawdziwsze koziołki.. (I słuchajcie, do wczoraj nie wiedziałam, że pies może fikać koziołki! Ale może to dlatego, że sama miałam kiedyś jamnika? Budowa jamnika, moim zdaniem w zasadzie na dzień dobry, dość dogłębnie przeczy ich predestynacji do tego rodzaju ćwiczeń...) Co tu dużo mówić - fajnie było! :)
Reszta soboty upłynęła mi na drobnych porządkach w Dziupli, wizycie u rodziców, oglądaniu z mamą filmu oraz czytaniu pożyczonego od Driady Pratchett'a...
"[...] W połowie drogi zatrzymał ją sąsiad starej panny Swivel, która nagle, w ciągu jednej nocy, straciła zdolność chodzenia. Na szczęście Tiffany szybko odkryła, że panna Swivel pechowo wsunęła obie nogi do jednej nogawki reform [...]" **
...którego skończyłam dziś, po powrocie z centrum handlowego, gdzie oprócz RzeczyPotrzebnych&Koniecznych, upolowałam również RzeczNiekonieczniePotrzebnąAleZaToDającąRadość - sukienkę, taką bardziej już wiosenną, którą jestem zachwycona :)
I która wprawdzie nie jest koronkowymi majtkami, które odgrażałam się, że zakupię natychmiast po powrocie z dziczy... (Dla przeciwwagi! Po bieganiu przez tydzień po sklepach sportowych w poszukiwaniu kalesonków termicznych, które jak wiadomo ani seksownością, ani romantycznością nie grzeszą. Zupełnie jak o numer za duża wojskowa kurtka, w której się bujałam prawie cały zeszły weekend po wspomnianej już dziczy.
Dla jasności, nie mam nic przeciwko wojskowym ciuchom i bieliźnie termicznej!*** Wręcz na odwrót, bardzo je sobie cenię, a w niektórych warunkach wręcz uwielbiam. Nie zmienia to jednak faktu, że czasami również w tym temacie następuje swego rodzaju przesyt i psychika domaga się przeciwwagi! ;)
Opisana wyżej sukienka spełniła tę rolę równie znakomicie :)
A skoro już przy dziczy jesteśmy... "pocztówka" z zeszłego weekendu ;)
Jura Krakowsko-Częstochowska, 25-26.02.2012
W dziczy mokro i zimno paskudnie!.. Ale szumiało pięknie, ekipa i atmosfera rewelacyjna - mimo bardzo ciężkich warunków.
Dzięki chłopaki! :D
A konkretnie:
Superowi i Łukaszowi - za organizację wyjazdu oraz całą przekazaną wiedzę,
Łysemu, Pawłowi i Adrianowi - za współpracę i świetną atmosferę (naprawdę cieszę się, że mogłam być częścią WŁAŚNIE TEJ ekipy! :)
W tym w szczególności:
Łysemu - za okazane rozum i serce, czyli za ofertę, z której nie skorzystałam wprawdzie ze względu na problemy logistyczne, ale którą doceniam wielce ;)
Pawłowi - za ten moment około 03.00 nad ranem :)
Adrianowi - za... wybór oraz będące skutkiem wszystkiego "+10 do więzi", że się posłużę terminologią RPGową ;)
Jak z grubsza wyglądały 32 godziny w dziczy, w naszym wydaniu - można zobaczyć tutaj:
Swoją drogą, człowiek w dzicz ucieka co by się m.in. od współczesnej technologii choć na chwilę odciąć - wraca, a tu się okazuje, że w reklamie wystąpił.. ;)
Ale cóż, "sweet memories" i "dla potomnych".. ;)
*Dla tych co nie są z Poznania... Nie, nie biłam rekordów w dziedzinie "najdalszy poranny spacer" włócząc się wokół dalekiej małej wyspy... Poznań ma w swym obrębie swoją własną "Maltę" - pod którą to nazwą kryje się całkiem spore sztuczne jezioro z zielonym terenami rekreacyjnymi wokół ;)
** "W Północ się odzieję", Terry Pratchett
*** Do tej wyliczanki można by też z pewnością dodać moje ukochane i sprawdzone buty trekkingowe! ...przez które o mały włos Adrian nie stracił w piątek życia ;)
Jeśli mnie upoważni do zdradzenia szczegółów, to wam powiem jak... :P
POZOR! Dolu komentar pro Martina ;)
Slovo pro Martina: tak tady mas ten kratky film s vyletu, na kterem jsme byly s kluci minuly vikend :) Jak ti se libi vila ve verzi survival? ;)
OdpowiedzUsuńWitam w cywilizacji i gratuluję sukienki! (którą koniecznie musisz mi pokazać ;) najlepiej z sobą w środku).
OdpowiedzUsuńI chciałabym wiedzieć co żeście robili na survivalu z butelką coca-coli :D
...poza tym, jestem nieco rozczarowana organizatorami, że przytachali tablicę z cywilizacji, zamiast wydłubać ją w dziczy z dostępnych materiałów xD
PO PIERWSZE I CHRONOLOGICZNIE: Tak myślałam, że jak RAZ na tzw. ruski rok JA się ZACHWYCĘ KIECĄ i w dodatku to NAPISZĘ niejako publicznie - to na pewno pierwszą osobą, która to wyhaczy i temat podchwyci, będzie Driada ;)
Usuń(w drugiej kolejności stawiałabym na kolegę J., który przy każdej możliwej okazji usiłuje mnie namówić na "zdecydowanie większą ilość sukienek" w mym żywocie.. :) No, ale kolega J. zdaje się, póki co, bloga tego nie czyta ;)
PO DRUGIE I NADAL CHRONOLOGICZNIE:
..jak rany, co wy się tak wszyscy czepiacie tej butelki po CocaColi??!!! o.O A odpowiedź brzmi - SPEŁNIAŁA BARDZO WAŻNĄ FUNKCJĘ FILTRA DO WODY!
(Chociaż akurat tym razem czysto ćwiczebnie, zimę mamy, śniegu było dookoła dosć jak widać na filmiku, więc generalnie tym razem mogliśmy na filtry napluć i nie zawracać sobie głowy przynajmniej lataniem po okolicy i szukaniem cieków wodnych! :P )
Uprzedzając kolejne pytanie - Super ją (butelkę) przytaszczył w swoim plecaku.
PO TRZECIE: wiesz, tablica jest w zasadzie elementem czysto dekoracyjnym... a naprawdę w takich okolicznościach przyrody i założeniach w jakich tam siedzieliśmy sobie, estetyka ginie w mrokach końca kolejki potrzeb jakie zaprzątają twój umysł.. Poza tym ona sobie tam chyba wisi non-stop, chłopaki nie taszczą jej za każdym razem co 1-3 tygodnie i jak widzisz ma CZYTELNE LOGO i tak ma być. Nota bene nie widzę nic "nie-naturalnego" w desce i sznurku...
OGÓLNY WNIOSEK: Wiecie co? Ja was chyba za bardzo przyzwyczaiłam do LH... ale survival nie ma nic wspólnego z LH! o.O