poniedziałek, 30 maja 2011

CZECHY 2009 - wróżka na obczyźnie, epizod brnieński cz.1

DZIEŃ PIERWSZY - Brno, 24.01.2009

Dotarłam do akademika przy ul.Viniarskiej, w Brnie, o godzinie 18.00.
Z Poznania wyjechaliśmy z tatą przed 10.00. (Tata przez chwilę rozważał, czy również by się tu nie zatrzymać na noc i nie wracać jutro, ale w końcu zrezygnował. Zjadł tylko w pokoju kanapki, wypił herbatę i pojechał).

Akademik jest bombowy (jak to się drzewiej mawiało ;). Cały kompleks, całkiem spory, liczy sobie kilka również niemałych budynków, połączonych wymyślnymi przejściami i schodami.
Architektura dość dziwna, na oko: lata 70-te, a może i trochę wcześniej.
Wewnątrz – pełen wypas. Meble i ogólny klimat, jak z głębokiego PRLu.. (czy może raczej CRLu)?
Za to przestrzeń życiowa w pokoju całkiem – całkiem, plus własny aneks kuchenny, coś co najlepiej chyba określić „komorą wc” (aby oddać w pełni klaustrofobiczne rozmiary i wygląd pomieszczenia) oraz istny wynalazek, jakim jest łazienka, a raczej jej wyposażenie!
W szafach dostępnych w przedpokoju, spokojnie mogłoby się zakwaterować pół jednostki wojskowej, a i tak by pewnie zostało jeszcze sporo miejsca..
Aneks kuchenny zaś wyposażony jest w lodówkę w wersji mikro (0,5x0,5m) oraz kuchenkę gazową, która po włączeniu śmierdzi jak jasny gwint!
Tak jak przypuszczałam, zero naczyń, garnków, czy innych tego typu sprzętów.. Całe szczęście, że mam mój metalowy kubek – na zrobienie herbaty, starczy. A resztę będzie trzeba jakoś po polsku „zorganizować”.

Rejestracja, o dziwo, przebiegła zupełnie bezproblemowo. W portierni bowiem, siedziała cud-kobieta. Wszystko ze mną załatwiła raz-dwa, po czym wydobyłam z niej mnóstwo cennych informacji, łącznie z numerem pokoju Violki, ponieważ ich wcześniej nie znałyśmy, a ja oczywiście zaraz po przekroczeniu granicy uświadomiłam sobie, że nie mam do Violki telefonu!!!
Nic to, podpytałam kobietę z portierni, czy przypadkiem nie wie, czy taka jedna będzie mieszkać również w tym budynku i okazało się, że owszem, nawet na tym samym piętrze – pokój 123.
Ja mam 111 i według kobiety ma do mnie tu dobić jeszcze jakaś Dorotka, zatem czekam.
I prawdę mówiąc, zastanawiam się tylko jakim właściwie cudem ta kobieta wynalazła mi tą Violkę razem z numerem pokoju?!.. biorąc pod uwagę,że po pierwsze oczywiście z wrażenia zapomniałam jak Violka ma na nazwisko, a po drugie pytałam o VIOLETTĘ, podczas gdy Violka w dowodzie ma przecież zupełnie co innego... :)


brodzikowo-umywalniane combo na piedestale,
czyli wynalazek sanitarny w łazience :)



DZIEŃ DRUGI - Brno, 25.01.2009

Godzina 9.45 rano. Zapowiadanej Dorotki jak nie było, tak nie ma. Za oknem piękne słońce, choć chyba zimno, ale nie mam bladego pojęcia ile może być stopni..
Przy okazji, teraz dopiero widzę, że jestem na wysokim parterze, co wcale nie było takie oczywiste wczoraj, bo budynek stoi bokiem przy solidnej górce i od strony głównego wejścia wchodzi się z poziomu gruntu. W środku natomiast, aby się dostać do mnie – trzeba zejść po schodach w dół. Z okna zaś.. jest to bardzo wysoki parter. Mówiłam już, że to jakieś dziwne budownictwo?..

Obudziłam się przed 9.00, ale z początku nie chciało mi się wstawać.. Musiałam odespać, z tym, że nawet nie tyle podróż, co jakiegoś ryczącego po sąsiedzku od 01.00 w nocy Afrykańczyka! (Później się z nim mijałam na korytarzu, więc wiem, że Afrykańczyk). Żeby jeszcze chociaż ryczał po czesku! Ale nie, skąd! Po nigeryjsku, czy innym etiopsku, z angielskimi wstawkami..
Poza tym.. Cóż. Łóżka są tu jakimiś osobliwymi konstrukcjami, przypominającymi chyba najbardziej skrzyżowanie tapczanu z kanapą oraz siedzeniem w starym przedziale kolejowym. Śpi się na nich zaś, jak w trumnie, ze względu na powierzchnię umożliwiającą w zasadzie spanie głównie w pozycji na wznak – na baczność, a także ze względu na obudowę z jednej strony, pod którą częściowo się leżało. Co gorsze, póki człowiek nie zaśnie, cały czas ma wrażenie, że przy jakimkolwiek gwałtowniejszym ruchu ta obudowa mu się -niczym wieko trumny- zatrzaśnie na głowie. Wygodą to też nie grzeszy, głównie za sprawą materaca składającego się z trzech osobnych części. Po przebudzeniu czułam się dziwnie rozczłonkowana na trzy niezależne kawałki ciała..
Zaczynam podejrzewać, że całe to łóżko to miał być może jakiś wynalazek umoralniający studentów.
A może tylko, w metaforyczny sposób, przygotowujący ich do trudów i niedogodności dorosłego życia?..

W końcu jednak wstałam. Śniadanie tym razem do bani, bo nie mam masła, a dziś niedziela, więc pewnie wszystko zamknięte.
Dziś dla odmiany śmierdzi z rur.. ale co tam! Nastawiłam wodę na herbatę i od razu smród z rur, przygłuszył smród z kuchenki..

Zadania bojowe na dziś:
- nie zwariować w samotności na obczyźnie,
- przetestować trasę na ul.Arne Novaka, gdzie mamy mieć zajęcia,
- znaleźć najbliższy spożywczak i zrobić zakupy, jeśli będzie otwarty,
- znaleźć internet,
- doczekać się na Violkę i/lub Dorotę,
- namierzyć bufet I wybadać, czy nam się coś stamtąd nie należy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz