czwartek, 10 listopada 2011

Akcja - kuchenka, czyli jak wróżka użyła swej mocy i poczuła się jak jednoosobowa filia Caritasu.. ;-)

Słuchajcie,

Jak to się czasem pięknie wszystko składa...

Wyobraźcie sobie, wczoraj zadzwoniła do mnie Driada i dość posępnie oświadczyła, że miała nalot Panów Z Gazowni, którzy znienacka odcięli jej gaz. Na amen. Z powodu, jak się okazało, złego stanu kuchenki. Tym samym, zupełnie nieoczekiwanie pozbawili Driadę możliwości ugotowania sobie czegokolwiek.. ciepłego jedzenia.. wody na herbatę! No, sami wiecie - kataklizm!

Ale.. od czego ma się wróżkę! :)
Otóż, Driada zakończyła swą opowieść, czymś w stylu: "..żebym tak sobie chociaż durny ryż mogła ugotować!" Co, sami przyznacie, miało strukturę życzenia.
I wtedy moja moc mnie olśniła... i wyczarowałam jej 2-palnikową kuchenkę elektryczną! :D Od ręki. Jak bum cyk! ;)

Czary wymagały wprawdzie lekkiej tężyzny fizycznej oraz paru nieco skomplikowanych ćwiczeń gimnastycznych, podczas wykopywania jej z najgłębszego, najciemniejszego i najmniej zbadanego kąta Dziupli - ale zakończyły się triumfalnym sukcesem :D
Mówisz - i masz. Zdaje się, że Driada w pierwszej chwili trochę osłupiała, ale najwyraźniej szybko jej przeszło, bo już dziś radośnie stawiła się po odbiór pożyczanego sprzętu :)

Jak to mawiają w filmach - I znów dobro zwyciężyło.. ;)
Driada odzyskała możliwość gotowania i czas na spokojne nabycie własnej nowej kuchenki , wróża wykazała się refleksem oraz zyskała możliwość przetestowania nieużywanego dotąd sprzętu, a kuchenka zadebiutowała i spełnia właśnie swoje pierwsze ważne zadanie ;)

... No dobrze. Wiem, że was zżera ciekawość, skąd u licha nagle wytrzasnęłam kuchenkę? Ano, naprawdę leżała sobie przyczajona w kącie i czekała na swój czas.
A zakupiłam ją kiedyś "na zaś", w ramach dosprzętowywania się, do różnych zajęć i warsztatów. W końcu, w pracy twórczej przydają się czasem różne rzeczy i różne materiały wymagają różnych przygotowań... Czasem trzeba coś podgrzać, czy podgotować, (a niekiedy coś podpalić.. ;) i nie zawsze są ku temu warunki w miejscu przeprowadzania zajęć. Wychodzę więc z założenia, że lepiej być przygotowanym i posiadać na podorędziu własny sprzęt ;)

Jak widać, przydaje się w najmniej spodziewanym momencie! :)

1 komentarz:

  1. Ha! Kuchenka jest prześliczna i w ogóle wspaniała! Wróżce (czy też wróży - patrz akapit z "ważnym zadaniem") należą się PIĘKNE PODZIĘKOWANIA za niespodziewaną pomoc!

    A moja kuchenka została odcięta nie tak znowu nieoczekiwanie... tj. nie, żebym była przygotowana na to o każdej porze dnia, czy nocy, ale wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że jej czas jest bliski. Te 38 lat użytkowania (NAPRAWDĘ!) to i tak więcej, niż ktokolwiek mógł się po niej spodziewać. Adieu kuchenko!

    OdpowiedzUsuń