Zajęcia jak co dzień i ogromne zadanie domowe - na jutro.
Zrobiliśmy je z Jonatanem, częściowo w knajpie, gdzie poszliśmy z Dorotą po zajęciach coś zjeść.
NIECHCĄCY zamówiłam tam piwo i doprowadziłam wszystkich do ataku śmiechu, bo chcieliśmy się dowiedzieć jak jest po czesku “podkładka pod piwo”. Wzięłam to dzielnie na siebie, pokazałam z namaszczeniem kelnerce podkładkę i zapytałam jak to się nazywa po czesku... Na co kobieta:
“Aha!.. PIWO!” i poleciała po piwo, nim ktokolwiek zdążył mrugnąć okiem. Jakoś nam było głupio protestować, kiedy już je przyniosła, wobec czego piwo dostał i wypił Jonatan, a jak jest ta durna podkładka pod piwo – nadal nie wiemy.*
Potem poszliśmy wszyscy do kina, na jakiś wybrany na chybił trafił czeski film(w którym występował J.Machacek, co wydało nam się jednak bardzo istotne, skoro szliśmy na czeski film.. ;) gdzie dobiła do nas Violka. Następnie, dziewczyny zostały w kinie (“Lucerna”, na ul.Mińskiej) na jeszcze jeden film, a ja z Jonatanem poszliśmy do “Alberta” na zakupy. Potem się rozdzieliliśmy. Przeszłam pół Brna pieszo, wlokąc siatę z zakupami typu 1,5 litra soku, kilo ziemniaków, itp. Do akademika doczołgałam się, brnąc przez śnieg, w stanie zbliżonym do przedzawałowego.
Te tutejsze górki kiedyś mnie wykończą...! o.O
Kilka przykładów zróżnicowanej brnieńskiej architektury :)






* TERAZ już wiem, ale od opisywanego momentu do zdobycia owej wiedzy, minęło zdaje się jakieś pół roku... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz