niedziela, 2 września 2012

A swoją drogą... zarywanie nocek z soboty na niedzielę najwyraźniej mi w nawyk wchodzi! 
Czyżby dla przeciwwagi dla moich starań, żeby w ciągu tygodnia kłaść się spać o ludzkiej porze, pozwalającej na przespanie przynajmniej tych siedmiu godzin?.. :P

No bo tak. Zaczęło się 18.08.2012 - kiedy to przyczyną było doniosłe wydarzenie, czyli z dawien dawna oczekiwany ślub Martuchy i Adama :) 
Sam ślub był prześliczny, państwo młodzi wyglądali przepięknie, pogoda dopisała, kościółek jak malowanie, prowadzący uroczystość zakonnik świetny... no po prostu Ślub Roku! :)
W dodatku mało, że zostałam zaproszona na ślub i wesele to jeszcze miałam przyjemność.. prowadzić to wesele - na folkowo! :) I tak oto, w kwiecie wieku zostałam ni mniej, ni więcej tylko - wodzirejem! :D
Ogarnąć 60 różnych osób na parkiecie w tak wyjątkowym dniu.. było pewnym wyzwaniem ;)
Ale wyszło rewelacyjnie, wszyscy się świetnie bawili (łącznie ze mną i muzykami ;) i naprawdę było bardzo sympatycznie :)
A Driada złapała bukiet... ;D 

*

Tydzień później był Festiwal Sztuki Ludowej, o którym pisałam w poprzednim poście...

*

A wczoraj znów poszłam spać po pierwszej, bo wprawdzie dzień upłynął mi jako tako spokojnie i dość tradycyjnie.. Ale za to wieczorem dostałam cynk, że o 18.30 na zbiegu ulic Taczaka i Kościuszki startuje Alley Cat ...  :)
No cóż ... Wprawdzie czynnego udziału nie brałam, ale i tak, pisanie raportu z projektu wolontariackiego miało małe szanse. Przegrało i zostało przełożone w trybie natychmiastowym na nie-do-końca-sprecyzowaną-acz-bardzo-niedaleką-przyszłość ;)
Wróciłam do domu coś koło 20.30... ale następnie zajrzał kolega i gadaliśmy do mniej więcej 01.00 w nocy.

I tak, W KOŁO MACIEJU...
;D


p.s. no właśnie... a jak już i przy kole i przy macieju jesteśmy...
>>   maciej wygrał alleycata! :)  <<

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz